Praca w szpitalu
SZTUKA DUSZY
Stosunek do
obłędu zależy od stanu naszej o nim wiedzy. W potocznej świadomości
obłęd jest cofnięciem człowieka do świata zwierząt, którym
rządzą instynkty, prostym brakiem rozumu, bezrozumnym bytowaniem,
objawiającym zdziczałą wolność, powodującym lęk i agresję.
Przeciwieństwem
takiego postrzegania obłędu jest fascynacja światem chorych
psychicznie. Artyści, prekursorzy przeróżnych prądów w
sztuce XX wieku, chcieli widzieć w nim źródło szczególnych
natchnień twórczych. Szukali w nim tajemnej wiedzy, tak trudno
dostępnej ludziom mądrym i rozumnym, a tak prostej i oczywistej dla
szaleńca, który w swojej naiwnej głupocie posiada ją całą.
Oba te
stanowiska w oczywisty sposób nieprawdziwe dla osób
mających, na co dzień kontakt z chorymi psychicznie, kształtują
stosunek do nich „zdrowej” części społeczeństwa. Prawda
wydaje się leżeć pośrodku i nie jest aż tak okrutna i straszna. Nie
jest też tak „romantyczna” i fascynująca.
Życie chorych
psychicznie niewątpliwie napiętnowane jest cierpieniem i samotnością.
Nie ból, który najczęściej kojarzy się nam z chorobą,
lecz samotność jest najtrudniejszym do zniesienia skutkiem tej
„dolegliwości”. Wydaje się to tym trudniejsze, że chory
psychicznie jest bardzo często opuszczony przez swoich najbliższych.
To prawda, że trudno z nim żyć, że bycie z nim jest męczące i
uciążliwe, że często wymaga „matczynej” opieki. Ale czyż
nie potrzebują jej również inni chorzy, czyż nie potrzebujemy
jej my wszyscy?
Najczęstszy
temat, który pojawia się w twórczości plastycznej
pacjentów szpitala psychiatrycznego, to dom rodzinny. Ilekroć,
prowadząc tzw. arteterapię w suwalskim szpitalu, proszę jej
uczestników o wykonanie rysunku nie podając tematu, tylekroć
wynikiem jest wiele prac przedstawiających dom rodzinny: budynek,
kwiaty w ogródku, droga, pole przy zagrodzie, zwierzę
człowiek. Może to oznaka samotności? Kiedy jest się niechcianym,
myśli wędrują ku temu co bliskie i nie grozi odrzuceniem. Stąd świat
rzeczy zaczyna być bliższy, bo jest bezpieczniejszy niż ludzki.
Człowiek w
rysunkach i obrazach psychotyka czy schizofrenika przybiera często
postać świętego, Maryi, Chrystusa. Jawi się w tych przedstawieniach
jako ktoś wyidealizowany, dobry i kochający, czasami cierpiący.
Najdrastyczniejsze sceny z rodzinnego życia pojawiają się u osób
cierpiących na nerwice. Obrazy rozbitej rodziny, alkohol,
współmałżonkowie stojący daleko od siebie, mężczyźni
zasłonięci gazetami, zbite w gromadkę dzieci siedzące w kącie pokoju.
Świat, w którym
żyją chorzy, zaskakuje czasami swoją cudowną nierealnością. Obok
cierpienia i bólu dużo w nim poezji, obok schematyzmu jest
coś, co zbliża go do świata znanego nam z dzieciństwa. Czasami to
świat ciemny i mroczny, świat „czarnej, kosmicznej dziury”.
Innym razem-pełen miłości i dobra. Pamiętam pacjentkę,
czterdziestokilkuletnią, mieszkankę Jowisza, której
największym zmartwieniem były żyjące na tej planecie dinozaury,
głodujące, odkąd ona zmuszona była przebywać w szpitalu.
Każda z osób
jest inna, ma inny temperament. Niektórzy są bardzo nieśmiali
i trzeba użyć całego sprytu, wykazać dużo cierpliwości, żeby do nich
dotrzeć, pozwolić im się otworzyć. Inni są jak wulkany i nie ma na
świecie tak dużego pędzla, który pozwoliłby na rozładowanie
energii, jaka w nich tkwi. Te osoby z ogromną łatwością tworzą często
zadziwiająco piękne i odważne obrazy. Większość prac plastycznych
powstająca w szpitalnych pracowniach realizowana jest najprostszymi
technikami. Dominuje ceramika, rysunek i malarstwo na papierze. Ale
obrazy powstają też na tekturze, płycie pilśniowej i na deskach.
Galeria „bez
klamek”, która od kilku lat istnieje w szpitalu, jest
naturalnym miejscem, w którym prezentowana jest twórczość
powstająca w pracowniach terapii.
Wiesław Szumiński
Artykuły:

Kanały schizofrenii
Andrzej Koziara
– Gazeta Współczesna (3.08.2001)