Kot

Był kot, który za dnia, a także i nocą zakradał się na nasze i naszych sąsiadów podwórze i podkradał kurczaki. Dusił je, częściowo zjadał. Ich poszarpane ciałka, które coraz częściej znajdowaliśmy porzucone na trawie, pod krzakami porzeczek i agrestów, napawały nas dzikim lękiem, a wśród dorosłych narastał coraz większy gniew na kota -mordercę. W końcu kot został schwytany i osądzony. Owinięto go i skrępowano jakimiś szmatami. Były to stare pieluchy, czy porwane prześcieradła.

Pamiętam przerażenie w jego oczach, które po chwili zniknęły szczelnie zawinięte w owe płótna. Tak skrępowany leżał na trawie jak szmaciana lalka zgubiona podczas zabawy przez jedną z naszych koleżanek. Zawiniątko ruszało się jednak i to podtrzymywało w nas, dzieciakach, niepokój i zaciekawienie.

Dorośli oprawcy stali obok nie zainteresowani rzucającym się po trawie zawiniątkiem. Pili wódkę. Śmiali się i rozmawiali o czymś czego my, malcy, nie byliśmy w stanie pojąć.

Nagle jeden z nich schylił się, podniósł nieszczęsne zwierzę i ruszył przez boczną furtkę na koniec podwórza, tam gdzie z pokrzyw i rosnących gęsto krzaków porzeczek sterczała stara, kamienna ściana po budowli, której nikt już nie pamiętał. Reszta ruszyła za nim. My, maluchy skradaliśmy się za nimi w bezpiecznej odległości. Idący z przodu mężczyzna dotarł do muru. Rzucił wciąż popiskujące zwierzę na ziemię. Zapalił papierosa. Inni stanęli obok i znów usłyszeliśmy ich śmiech. Nagle wszystko ucichło. Mężczyzna który szedł pierwszy rzucił niedopałek na ziemię i przydeptał go butem. Sięgnął po zawiniątko. Cała reszta rozstąpiła się w milczeniu tworząc półkole. Wpatrywała się w człowieka z przeraźliwie krzyczącym kotem. Ten ważył go jeszcze przez chwilę w dłoniach. Po czym chwycił mocno za jeden koniec. Uniósł w górę. Usłyszeliśmy urwany płacz. Zobaczyliśmy czerwoną plamę na ścianie. Potem drugi nagły ruch ręki i ponownie głuche uderzenie. A potem czerwona, mokra szmata śmignęła jak błyskawica tuż pod naszymi nogami i wpadła w zboże rosnące tuż za płotem, pod którym przycupnęliśmy. Potem był śmiech tych, którzy stali w półkolu.

Widziałem jeszcze raz tego kota, kilka dni, albo tygodni później. Ocalał. Żył. Krył się po polach. Chował się w krzakach. Nie miał twarzy. Nie widziałem jego oczu. Jego głowa była nieforemną bryłą pozlepianą strupami sczerniałej krwi. Potem zniknął, a ja o nim zapomniałem.

Projekt i wykonanie strony: Jan Czerniecki
Najlepiej oglądać w rozdzielczości: 1024x768